Muzyka
Przyjemny chłód nadchodzącego wieczora owiał odkryty kark Mewy, którego głowa spoczywała na jej udzie. Dym palącego się jointa drażnił nozdrza, a spod ciężkich powiek błyszczały niemożliwie inteligentne oczy. - Jest mi dobrze... - wymruczał rzucając jej leniwy, kodeinowy uśmiech i rozprostował coraz chudsze nogi na betonowym murku.
Odbicie tego uśmiechu posłała w stronę idącej deptakiem pary. On otaksował ją spojrzeniem, Ona zesztywniała lekko w jego objęciach, a czujne oczy popłynęły za wzrokiem bruneta. Pauza uśmiechnęła się kpiąco. Przywitała oba te spojrzenia jak starych znajomych. Widywała je już nie raz w oczach ludzi w okół. Jego spojrzenie powiedziało jej co zrobiłby gdyby byli tu sami, a wizja ta dotknęła i jej pozostawiając po sobie mentalnie podrapane plecy i uczucie spełnienia. Poczuła jak ciepło spływa po jej ciele. Spojrzenie jego dziewczyny ukazywało strach przed samotnością i odrzuceniem. "Klasyka. W czasach kiedy żadne z nich nie bierze udziału w wojnie, nie ucieka przed epidemią, nie jest ograniczane przez nic i nikogo jedyny strach jaki odczuwają to ten, który z szyderczym uśmiechem mówił że kiedy wrócą wieczorem z chujowej pracy, po kolejnej bezsensownej sprzeczce z grubym szefem w ujebanym ketchupem podkoszulku, nikogo tam nie zastaną, a kiedy rano będzie im wracać na zewnątrz zostawią po sobie puste łóżko.
Wczoraj nie miało znaczenia z kim. Ważne, że z kimś. Z kimkolwiek. Byle nie samemu. Dlatego ona przymyka oko na jego zdrady, na jego błyszczące fetą oczy, pewnie dzięki złotym radom swoich przyjaciółek."
Odwróciła wzrok od pary i od swoich myśli kierując go ku ciemniejącemu niebu.
Dźwięk telefonu i cichy śmiech znad zbyt długiej grzywki. - Lot spotkał po drodze Twojego Chłopca. -Oczy utkwił w jej twarzy żeby dowiedzieć się jak teraz zareaguje. Mlasnęła ze smakiem i poczuła jak dym pali jej płuca. Przypomniała sobie oczy Chytrusa i zieleń trawy kilka godzin temu. To jak powiedziała mu prawdę. Uczucie euforii rozsadzało jej ciało. "To koniec". Iluzja miłości versus jej brak. " Po prostu na prawdę nie potrafię być zależna od kogoś, dbać o zobowiązania." Niedopowiedzenia. Z czasem doszła do porozumienia, zauważyła zależność, którą się kieruje, i chociaż powinno to dać je możliwości na rozwiązanie, jakoś jej się do nich nie spieszyło. Z reguły w biegu świadomościowym była zachłannna, łapczywa, nie zatrzymywała się. Ale w sferze miłosnej, która nieprzerwanie kojarzona była z usidleniem, złapaniem zajączka i tym podobnych, wolała zaczekać. Obsesja wolnościowa nie pozwalała na związanie. Się z kimś.
Przelecieli przez Gdańsk zahaczając o kilku znajomych, o dużą ilość muzyki, narkotyków i tańca, a lądując na starych terenach stoczni. Wyciągnięty prosto z "Pojutrze" czy innego "To koniec świata, jakiego nie znacie" apokaliptyczny krajobraz mógł budzić niepokój, czy nawet strach. W Pauzie budził oddech. Pomijając fakt, że w połowie wieczoru, gdzieś w ferworze tańca, zgubiła buta i aby uchronić swoje stopy przed drogą krzyżową, wisiała na Mewie, obejmując go mocno w pasie nogami kiedy kolażowali po Gdańsku. Chytrus zniknął gdzieś, jak zwykle szerząc konspirę i chichocząc. Dochodziła czwarta, letnie słońce wyłaniało się zza ubranych w graffiti budynków, a oni leżeli na jednym z dachów i patrząc w odchodzącą noc i muskali się dłońmi. Milczeli. Nagadali się już nazbyt tej nocy. Lot siedział w pobliżu mahając nogami nad śmiercią. Zwała wbiła go w ciemny rów, telefon w ręku swędział, a nieodebrane połączenia rozbijały się echem po jego głowie. Mala. Powinna mieć wyrzuty sumienia. Kusiła go, a i tak ćpanie kusiło wystarczająco. " Kochanie, dzisiaj nie przyjadę, jestem... Załatwiam interesy. Jutro zadzwonię..." i jego język na szyi. Wzdrygnęła się. Mewa rzucił jej pytające spojrzenie. Poczuła ciepło jego ciała, ale nie zbliżyła się do niego nawet o milimetr. Był dobrym przyjacielem, ale balansowali na granicy. Mieszkając razem, wymazując Fatality z jego głowy, próbując wyczyścić serce z miłości, która nie słuchała żadnych argumentów, walczyli z tym żeby pozostawić tą relację czystą, bez niepotrzebnych zobowiązań czy oczekiwań. Jej oczy błądziły po niebie, a na ustach pojawił się przebiegły uśmiech.
- Jeśli w domu masz kurwę co cię zdradza
wypierdol ją za drzwi tylko ziomek doradzam
w sumie mnie nie przeszkadza
ale jak to wygląda jak miłość twego życia
wisi lapsom na jądrach- spojrzała mu oczy. Głęboko. I zamilkła. Głupie rapsy. Zawsze prawdę Ci powiedzą. Głupia Fatality. Nawet w niej potrafiła coś złamać. Potrząsnęła głową i cofnęła dłoń, która muskała Mewę.
Na bloki wylała się żółć zachodzącego słońca, a komórka po raz kolejny zawyła okrutnie o jakiś intymny kontakt z ładowarką. " Kurwa mać". Odwróciła się na drugi bok. Nie zamierzała i chyba nie miała również możliwości na ruch.
Dopiero kilka godzin później wstała z uczuciem kompletnie suchego gardła i nieprzyjemnego ścisku w żołądku. Podłoga wydała się mniej wygodna niż kiedy kładła się na nią kilka godzin temu. Spojrzała na łóżko. Mewa spał, owinięty kołdrą jak pieluchą podświadomie kryjąc poranną stójkę. Poranek widzieli jeszcze błyszczącymi oczami, ale ogniki ukryło światło nadchodzącego dnia.
Wolność. O to walczą świadomi. Przynajmniej taką tezę postawiła sobie jakiś czas temu, a teraz usilnie starała się w niej wytrwać. Dziwne, bo zapowiadało się długie, samotne.Pewnie jakiś średnio spostrzegawczy człowiek zauważyłby, że tylko "długie" było hiperbolą. Może to właśnie było szaleństwo? Więc co oni wszyscy robili w okół tego oszalałego, kompletnie rozszczepionego, zamkniętego w złudnie niewinnym ciele, potwora?
Pokręciła głową z niedowierzaniem, a szyderczy uśmiech wysłała w stronę swojego odbicia w lustrze. Przemyła twarz i napełniła wodą szklankę. Pies rzucił jej tylko półprzytomne spojrzenie z materaca. On też najwyraźniej nie był amatorem dnia. Lato było gorące, obrzydliwie słoneczne, męczyło chyba wszystkich- od tłumu ludu pracującego w skmkach, przez harpiących o chociaż pojarę meneli, po bieżące w pocie czoła babcie w okryciach głowy, które zapewne miały być imitacją moherów. Albo chociaż wersją light. Ale z loggi na dziesiątym piętrze świat wydawał się odległy i raczej nie stojący blisko rzeczywistości. A może było to kwestią ilości wypalanych jointów i muzyki?
****
Na razie zbyt wiele sensu może to nie mieć, ale nabierze w końcu kształtu. Fuck... Dziwnie pisze się do samego siebie. Miłego wieczoru, Filipie.